WYWIAD Z WIESŁAWĄ SIEMASZKO-ZIELIŃSKĄ

Zapraszamy na rozmowę z autorką na temat najnowszej powieści "Listopadowe cienie"

Ewa Witczyńska: Wiesławo, jesteś związana z literaturą od początku swojej kariery, o czym świadczy kierunek studiów: filologia polska na  Uniwersytecie Gdańskim. Kiedy po raz pierwszy poczułaś wenę, usiadłaś i napisałaś swój pierwszy wiersz? Mówi się, że teksty piosenek są zawsze o miłości, czy tak jest również w przypadku wierszy?

Wiesława Siemaszko-Zielińska: To tylko prawda połowiczna. Bo przecież kierunek studiów niekoniecznie  wiąże się z pasją twórczą, tj. z pisaniem wierszy. Na studiach filologicznych poznaje się wielu poetów, wiele ich wierszy i nawet nie wiadomo kiedy przenikają one do własnej twórczości. Tego nie da się uniknąć, ale trzeba odnaleźć własną drogę twórczą...

I faktycznie, pierwsze próby poetyckie popełniłam na studiach. Ale tak naprawdę pierwszy ważny dla mnie wiersz pojawił się po tragicznej śmierci mojego pierwszego męża. Czyli jakiś ból, smutek. Tak często rodzą się wiersze… A miłość? Z pewnością jest to dobry i zawsze aktualny temat, nie tylko w przypadku poezji, ale i prozy. Ja często piszę o relacjach damsko-męskich, bo one zawsze cieszą się powodzeniem wśród odbiorców.

E.W.:Posługujesz się głównie wierszem białym, czy poszukiwanie rymu sprawia, że artysta nie możne wyrazić dokładnie tego co chce, czy rym w pewnym sensie ogranicza?

  1. W. S-Z:Faktycznie posługuję się tylko wierszem białym, bo tak jest mi łatwiej wyrazić swoje emocje i przeżycia. Chociaż w jednym z moich tomików poetyckich, na zasadzie eksperymentów, pojawiły się też wiersze rymowane. Uważam, że rymy ograniczają możliwości twórcze i są zbyt potoczne.

E.W.:Z twojej biografii dowiadujemy się, że kilka razy zmieniałaś miejsce zamieszkania. Czy każda przeprowadzka była dla ciebie inspiracją czy też  odnajdywaniem się na nowo?

W. S-Z.:Zdecydowanie muszę przyznać, że każda przeprowadzka była dla mnie nie tylko odnajdowaniem się na nowo, ale też inspiracją. Zwłaszcza do pisania opowiadań. Bo to właśnie nowi ludzie i możliwość ich poznania skłaniały mnie do redagowania nowych scenariuszy –życia, zmieniających się rekwizytów i rozlicznych uniesień ciała i ducha…

E.W.: Po sześciu tomikach poetyckich, książkach prozatorskich, poetyckich i wielu innych publikacjach nadszedł czas na najnowszą powieść „Listopadowe cienie”. Czy możesz nam zdradzić o czym jest ta powieść?

W. S-Z.:Główną bohaterką książki jest kobieta, której nieobce są wzloty i upadki, blaski i cienie życia. Doświadczyła wiele przeciwności losu. Ci, którzy odeszli, których kochała pozostawili wspomnienia godne utrwalenia i zapisania w pamięci. Aby odnaleźć swoje miejsce w życiu i zapomnieć o przykrych wspomnieniach bohaterka realizuje się jako poetka i dziennikarka. Każde odejście bliskiej osoby pozostawia ślad w jej sercu, utrwalony też w wierszu. W książce pojawiają się również fragmenty wywiadów, które przeprowadziła na przestrzeni kilku lat. Pisanie pozwala główniej bohaterce odnaleźć się w życiu i uciec od rzeczywistości. Nie zawsze jej przychylnej. W relacjach damsko-męskich próbuje poznać samą siebie i określić swoją drogę. Mężczyzna, z którym się związała nie do końca spełnia jej oczekiwania. Jednak wciąż ma nadzieję, że ich związek przetrwa wszystkie egzystencjalne niepokoje. Ale czy tak jest naprawdę? Zakończenie książki nie daje konkretnej odpowiedzi. Czytelnik odnajdzie ją w sobie.

E.W.:Czytając twoją biografię, można mieć nieodparte wrażenie, że jest to powieść autobiograficzna. A może jednak jest to mieszanką faktów z fikcją literacką?

W. S-Z :Rzeczywiście, pojawiają się w mojej powieści pewne wątki autobiograficzne. Na przykład wspomnienia o ojcu, mamie, bracie, pierwszym mężu. Ale tylko wybiórczo. Są też wiersze im dedykowane. Fragmenty wywiadów w pewnym stopniu nawiązują do tych, które przeprowadziłam z ciekawymi ludźmi. Chociaż dużo jest też w nich własnych, aktualnych przemyśleń. Ale też i główna bohaterka nie jest mną do końca. Nieobce są jej różne, zmienne nastroje, niekoniecznie odnoszące się do moich prawdziwych przeżyć. Również mężczyźni, którzy pojawiają się na jej drodze nie zawsze spełniają jej oczekiwania. Może takich chciałaby lub nie chciałaby spotkać? Wiadomo, najlepsze scenariusze pisze samo życie, więc warto czasem się zastanowić nad sobą…

E.W.:Twoje utwory prezentowane były na antenie Polskiego Radia, wiersze przetłumaczono na język niemiecki, szwedzki, serbski, ukraiński, angielski, i francuski. Czy czujesz się zatem autorką spełnioną?

W. S-Z:Chyba nie tak do końca. Audycje radiowe miałam dość dawno. I wtedy byłam inną osobą. Miałam dalekie od dzisiejszych oczekiwania. A tłumaczenia mojej twórczości są dla mnie niezmiernie ważne i cieszę się, że takie się pojawiły. Jednak myślę, że jeszcze wiele jest przede mną. Po wydaniu mojej pierwszej powieści będę się zastanawiała się nad kolejną. Myślę o napisaniu jakiejś z wątkami kryminalnymi w tle. Na razie szukam inspiracji…

E.W.:Artyści niechętnie rozmawiają o życiu prywatnym, ale może zrobisz wyjątek dla naszych czytelników i opowiesz kilka najciekawszych wydarzeń, a może wspomnisz osoby, które ukształtowały ciebie jako pisarkę i poetkę?

W. S-Z :No tak, faktycznie. Dużo trudnych i nie zawsze pomyślnych spraw miało miejsce w moim życiu. Ale jest takie znane, mądre powiedzenie: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” i może to daje mi wiele do myślenia. Bo przecież życie jest jedno i trzeba się cieszyć każdym dniem. A nawet czasem „płynąć pod prąd”, aby poznać samą siebie. Między innymi piszę o tym wszystkim w mojej powieści: „Listopadowe cienie” A jakie wydarzenie było dla mnie ważne? Sporo było takich wydarzeń. Jednak miło wspominam wyjazdy do Zgorzelca na Nadnyskie Spotkania Literackie, gdzie spotykałam naprawdę ciekawych ludzi, z którymi rozmawiałam o poezji i przeprowadzałam wywiady. Na przykład z Olgą Tokarczuk, Urszulą Benką czy Marianną Bocian. Były też warsztaty i szlifowanie poetyckiego słowa. Nieodzownym w tym względzie okazywał się, nieżyjący już Marek Garbala. Również ciekawym przeżyciem dla mnie było poznanie Janusza Stycznia i jego wspaniałych erotyków. I oczywiście wyjazdy do Polanicy na Międzynarodowy Festiwal Poeci bez granic, na który przyjeżdżają poeci nie tylko z Polski, ale również z Czech, Wietnamu i Niemiec. Byłam pod dużym wrażeniem, przyjeżdżającym, rokrocznie na Festiwal, nieżyjącym już prezesem Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, twórcą tego wydarzenia, Andrzejem Bartyńskim. Człowiekiem o wielkim i wrażliwym sercu, wielce zasłużonym dla kultury polskiej. Niezmiernie sobie cenię w Polanicy wspólne rozmowy o poezji, panele dyskusyjne, warsztaty, kształtujące kunszt słowa.

E.W.:Na koniec muszę wspomnieć o Wiesławie Siemaszko-Zielińskiej – dziennikarce. Skąd pasja to opisywania ludzi i faktów, potrzeba szukania tzw. „newsa” i czy dziennikarstwo nie stoi w opozycji do ducha poezji i prozy?

W. S-Z :Myślę, że bakcyla i zamiłowanie do dziennikarskiej pasji „złapałam” (mówiąc kolokwialnie) już znacznie wcześniej. Zawsze interesowali mnie ludzie, ich drogi życiowe, pasje i życie prywatne. Czasami poznając ich, szukałam odniesienia nie tylko do siebie, ale również chciałam poznawać jakieś uniwersalne prawdy, którymi kierują się w życiu. Do skończenia podyplomowych studiów dziennikarskich zresztą namówił mnie ojciec. Nieobce były mu różne zawirowania społeczno-polityczne i chciał, abym o tym pisała. Ale tyle się wciąż zmienia, że trudno na tym nadążyć. A zresztą uważam, że twórca powinien być daleki od wszelkich sporów politycznych. I dlatego wolę rejestrować nie tylko życie interesujących ludzi, ale również ważniejsze wydarzenia kulturalne w mieście i w regionie. Dlatego między innymi na Facebooku na swoim profilu założyłam stronę: „Drogowskazy spojrzeń”. Ostatnio zamieściłam tam relację (oraz krótką rozmowę ze mną)ze spotkania z aktorką Danutą Stenką w Biurze Wystaw Artystycznych w Jeleniej Górze.

E.W.:A jakie przesłanie możesz przekazać sympatykom naszego portalu i czytelnikom twojej najnowszej powieści?

W. S-Z :Jeśli czytelnik odnajdzie w mojej najnowszej książce coś, co go poruszy i skłoni do refleksji nad sobą i swoim życiem, będzie to dla mnie największa nagroda.

E.W.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

okadka very small